[VIDEO] - Gigantycznego odszkodowania będę domagać się od firmy ATHLON, która pracuje dla koncernu DAIMLER. Za to, że wbrew decyzji sądu uwięziła na terenie swojego biurowca mojego syna - zapowiada polska matka
- Mój syn został uprowadzony przez ojca wbrew orzeczeniu sądu i był przetrzymywany w firmie ATHLON pod Dusseldorfem. Kto go wpuścił do firmy i kto go tam ukrywał wbrew mojej woli i wbrew prawu? Dlaczego firma pracująca dla DAIMLER udostępnia swoje pomieszczenia dla porwanych dzieci - pyta pani Klaudia.
O sprawie piszemy od kilku tygodni, wszystkie teksty znajdziesz tutaj:
Polska matka przygotowuje razem ze swoimi adwokatami pozew o gigantyczne odszkodowanie. Chce wyciągnąć konsekwencje prawne za to, że niemiecka firma w swoim biurowcu więziła jej polskiego syna!
- Zawiniła struktura firmy i brak procedur. Całość tej niekompetencji umożliwiła ojcu, który porwał dziecko, przejście przez magnetyczne bramki i umieszczenie mojego syna w ukryciu wewnątrz firmy ATHLON - przekazuje matka.
- Ojciec miał świadomość, że łamie postanowienie sądowe. Musiał więc współpracować z urzędnikami firmy ATHLON, którzy zgodzili się razem z nim łamać niemieckie prawo - przekazuje matka.
- Będę domagała się ukarania wszystkich, którzy uczestniczyli w tym bezprawnym więzieniu mojego dziecka na terenie potężnej prywatnej korporacji ATHLON, pracującej dla firmy DAIMLER - zapowiada matka.
To nie jedyny skandal związany z tą sytuacją. Przypomnijmy, że w uprowadzeniu polskiego dziecka uczestniczy, oprócz ojca, też inna pracownica firmy ATHLON. To pochodząca z Filipin kobieta pracująca w ATHLON czyli pośrednio dla DAIMLERA właśnie w biurze na terenie Filipin.
Jak to się dzieje, że obowiązujące procedury umożliwiają tego typu współuczestnictwo osób pracujących w tej firmie w uprowadzeniu rodzicielskim?
Być może dzisiaj matka dowie się więcej na ten temat, bo sąd w niemieckim Langenfeld będzie dziś o godz. 15 po raz kolejny rozpatrywał kwestię widzenia się pani Klaudii z własnym dzieckiem.
Przypomnijmy, że ponad miesiąc temu sędzia nie dopuścił nawet do widzenia się chłopca z matką. Mimo że ma ona pełne prawa rodzicielskie i pełne prawa do sprawowania opieki nad synem.
Wszelkie nowe informacje na ten skandaliczny temat będziemy przekazywać na bieżąco, również poprzez naszego Facebooka oraz naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.